Dlaczego tak lubimy zabawy w piasku?

Letni wypoczynek stwarza doskonałą okazję, żeby pobawić się w piasku. Plaże, piękna pogoda, długie dni, nowe place zabaw i nasze dzieci, które uwielbiają siedzieć w piasku. O co chodzi z tym piaskiem, dlaczego tak go lubimy?

Zabawy w piasku dają relaks i odprężenie. Są okazją, by puścić wodze fantazji i tworzyć bajkowe i ulotne budowle. Dzieci i dorośli, wypoczywający na plaży, od czasu do czasu, z wielką przyjemnością, oddają się takiej zabawie. Każdy z nas pamięta swoją piaskownicę z dzieciństwa i na ogół jest to miłe wspomnienie.

Zabawę z piaskiem stosuje się w różnych terapiach. Jest wykorzystywana podczas stymulacji sensorycznej, ponieważ jest źródłem wielu, zróżnicowanych bodźców dotykowych. Stosuje się go również w arteterapii, bo jest dobrym materiałem do ekspresji. Jeszcze inne zastosowanie piasku, to Sandplay, czyli metoda terapii w piaskownicy. Znana jest od ponad 100 lat. Wybitny szwajcarski psychiatra Carl Gustaw Jung stosował ją od 1912 w psychoterapii dzieci. Przez dekady, jego następcy stopniowo odkrywali i potwierdzali terapeutyczną rolę zabaw w piasku. Spuścizna po słynnym psychiatrze, z czasem zyskiwała coraz więcej zwolenników.
Obecnie w Australii jest szeroko stosowaną metodą pracy z dziećmi z trudnościami edukacyjnymi, w szczególności z tymi, które mają problemy, w nauce czytania, lub z ekspresją werbalną. Dziecko z tego rodzaju trudnościami bywa sfrustrowane, traci motywacją do nauki, miewa niską samoocenę.
Sandplay jest metodą wspomagającą działania pedagogiczne. Rozwija kreatywność, pobudza wyobraźnię, pozwala odreagować emocje.

Ciepły piasek rozluźnia napięcie mięśniowe. Działa stymulująco na układ nerwowy i układ krążenia. Zabawa w pisku stanowi niezastąpione ćwiczenie doskonalące sprawność manualną i koordynację wzrokowo-ruchową. Pomaga wypracować płynność ruchów dłoni, co wpływa na lepsze przygotowanie do nauki pisania.

Z dobroczynnego działania piasku korzystają dorośli. W kurortach, coraz większą popularność wśród turystów zyskują zabiegi poprawiające kondycję całego ciała z użyciem gorącego piasku.

W Chińskim mieście Turfan organizowane są lecznicze terapie piaskiem. Jest to tradycyjna terapia antyreumatyczna. Turyści zasypują się gorącym piachem, a wystająca głowa jest osłaniana parasolem przeciwsłonecznym. Chociaż terapia nie jest przyjemna, bo nagrzany piasek jest wprost parzący, to chętnych nie brakuje.

Lokalni mieszkańcy korzystają z zainteresowania turystów ich regionem i zapewniają przyjezdnym przeróżne rozrywki. Jedną z nich jest gotowanie jajek w gorącym piasku. Ugotowanie każdego jajka trwa od 90 do 120 minut.

Maroko słynie z licznych zabytków i wspaniałych krajobrazów oraz egzotycznej kultury. Od niedawna jednak turyści przyjeżdżają tam także po to, by poddać się terapii piaskiem. Polega ona na 10-minutowym leżeniu pod palącym piaskiem Sahary, w którym pacjent zostaje zakopany po szyję. Podobno taki zabieg usuwa toksyny z organizmu, łagodzi reumatyzm i leczy choroby skóry. Trzeba tylko przezwyciężyć lęk przed niemal całkowitym zakopaniem się w piasku, co dla niektórych może być problemem. Po zakończonym zabiegu, pacjent owijany jest w gorące ręczniki, to zabezpiecza go przed doznaniem szoku termicznego wynikającego z nagłego ochłodzenia ciała. Później proponowany jest relaks w tradycyjnym namiocie, przypominającym dawne pustynne schronienie nomadów.

Korzystanie z tych niezwykłych atrakcji przez osoby, zwłaszcza z naszego regionu geograficznego, powinno być poprzedzone konsultacją z lekarzem i jego rekomendacją. To taka moja sugestia.

Wspólna, dziecka i rodzica, wakacyjna zabawa w piasku, to gwarancja miło i pożytecznie spędzonego czasu oraz niezapomnianej wspólnej przygody. Róbcie dużo zdjęć podczas takich zabaw. Chwile są ulotne.

Źródło:

  • Klaudia Piotrowska Madej, Agnieszka Żychowicz, Smart Hand Model, Gdańsk 2017
  • Jean Ayres, Dziecko, a integracja sensoryczna, Gdańsk 2015
  • Maria Borkowska, Kinga Wagh, Integracja sensoryczna na co dzień, Warszawa 2010
  • Maria Żebrowska, Psychologia rozwojowa dzieci i młodzieży, Warszawa 1986
  • https://www.nhs.uk/start4life
  • http://www.atotalapproach.com/index.php/41-sand-play-therapy#good-time

Co to jest strefa najbliższego rozwoju?

Strefa najbliższego rozwoju to zagadnienie ważne i często niedoceniane w praktyce rodzicielskiej. Bliższe poznanie tego tematu może pomóc w stawianiu racjonalnych wymagań swojemu dziecku, wyeliminuje błędy rodzicielskie, uchroni wszystkich przed niepotrzebnymi frustracjami.
Według teorii Lwa Wygotskiego strefa najbliższego rozwoju to zadania, których dziecko nie potrafi za pierwszym razem wykonać samodzielnie, jednak jest w stanie je wykonać przy wsparciu osoby dorosłej. W tej strefie dziecko najlepiej zdobywa nową wiedzę i umiejętności. Rodzic obserwujący swoje dziecko wie, co ono jest w stanie zrobić samodzielnie, a do czego wymaga pomocy. Na koniec podam kilka sposobów wspierania rozwoju dziecka w strefie jego najbliższego rozwoju.

Pedagodzy, terapeuci i inni specjaliści pracujący z dziećmi potrzebują precyzyjnej diagnozy tej strefy, by móc stworzyć odpowiedni dla dziecka program indywidualnej pracy z nim. Profil psychoedukacyjny PEP-R, jest narzędziem diagnostycznym do określania strefy najbliższego rozwoju dziecka.

Test PEP-R powstał w Karolinie Północnej pod kierunkiem profesora Erica Schoplera i został sprawdzony pod względem rzetelności i trafności. Składa się z dwóch skali: skali rozwoju i skali zachowań. Skala rozwoju bada: naśladowanie, percepcję, motorykę małą i dużą, koordynację wzrokowo-ruchową, czynności poznawcze, komunikację i mowę czynną. Skala zachowań bada między innymi: reakcję na bodźce, umiejętność nawiązywania kontaktów, reakcje emocjonalne, zabawę i zainteresowanie przedmiotami.

Po zrealizowanym teście, rodzic otrzymuje wynik badania, który składa się z części opisowej i wykresu profilu obu skali. Diagnozowanie tą metodą odbywa się zwykle podczas dwóch spotkań. Dzieci chętnie uczestniczą w tym badaniu, ponieważ zabawki są materiałem diagnostycznym i nie ma presji czasowej. Większość prób w skali rozwoju jest zrozumiała nawet dla małych dzieci, bo nie wymaga mowy. Teoretycznie tą metodą można badać już starsze niemowlęta. W praktyce PEP-R najczęściej stosuje się do określania strefy najbliższego rozwoju u przedszkolaków.

Dzieci rozwijają się dynamicznie i w miarę pozyskiwania nowych sprawności i umiejętności strefa najbliższego rozwoju ciągle się poszerza i obejmuje nowe, coraz trudniejsze zadania.

Przedstawiam 6 porad, jak rodzic może pomóc rozszerzać strefę najbliższego rozwoju swojego dziecka oraz przykłady doskonalonych umiejętności tymi sposobami. Przykłady umiejętności są losowo wybrane z różnych etapów rozwojowych dziecka.

1. Demonstrujemy dziecku, jak należy rozwiązywać zadanie i obserwujemy, czy potrafi je wykonać

*cięcie nożyczkami

*obsługa urządzeń technicznych

*składnie ubranek

2. Zaczynamy rozwiązywać zadanie i prosimy dziecko, aby je dokończyło.

*wiązanie kokardki

*sznurowanie bucików

*nakrywanie do stołu

3. Polecamy dziecku rozwiązać zadanie wykraczające poza granice jego wieku rozwojowego we współpracy z innym, starszym dzieckiem lub rodzicem.

*układanie puzzli

*budowanie z kloców

*nauka wierszyków na pamięć

4.  Wyjaśniamy dziecku zasadę rozwiązania zadania.

*zakładanie skarpetek

*nauka jazdy na rowerze

*nauka gier planszowych

5.  Stawiamy dziecku naprowadzające pytania.

*wykonanie kompozycji plastycznej

*rozróżnianie kolorów

*rozróżnianie figur

6.  Dzielimy zadania na części

*sprzątanie

*przygotowanie prostych potraw

*przygotowanie teatrzyku kukiełkowego

Zapraszam do dzielenia się w komentarzach swoimi doświadczeniami poszerzania strefy najbliższego rozwoju swojego dziecka.

Wakacyjna edycja szkolenia

Zrealizowałyśmy ostatnią wakacyjną edycję szkolenia „Świadome wspieranie rozwoju małego dziecka”. Z rozmysłem piszę w liczbie mnogiej, bo uczestniczki tego szkolenia były niezwykle aktywne, zaangażowanie i pełne twórczych pomysłów w zakresie propagowania wiedzy o rozwoju dziecka. Storytelling o ptaszku z plasteliny od razu uświadomił słuchaczkom, że optymalne wspieranie rozwoju małego dziecka nawet przez bardzo zaangażowanych i troskliwych rodziców nie jest sprawą oczywistą i prostą.

Tak, jak zaplanowałam, przeprowadziłam więcej zajęć warsztatowych. To był dobry pomysł. W szczególności trening komunikacji bardzo wciągnął uczestniczki do działania. Doświadczenie na sobie, jak trudny może być komunikat werbalny, mimo że dotyczy prostych i powszechnie znanych rzeczy, był dla wszystkich odkryciem. Grupa świetnie zidentyfikowała problem komunikacyjny i zalazła rozwiązanie. Posypała się lawina wniosków dotyczących, jak można poprawić komunikację rodzic-dziecko. Wnioski z tego eksperymentu można z powodzeniem stosować, jeśli chce się polepszyć komunikację i relację z innymi członkami rodziny, nie tylko z dzieckiem.

Strefa najbliższego rozwoju to zagadnienie bardzo ważne i obszerne. Podczas szkolenia omówiłam główne założenia Teorii Lwa Wygotskiego. Zainteresowanie tematem było duże, dlatego postanowiłam w najbliższym wpisie blogowym rozwinąć temat i napiszę o metodzie diagnozowania tej strefy. Podam sporo przykładów z życia wziętych, jak pomagać dziecku rozszerzać jego strefę najbliższego rozwoju.

 

 

Lot samolotem z dzieckiem-kilka pomysłów, żeby było miło i pożytecznie

Czas wakacyjnych podróży zaczął się na dobre. Świat stał się małą, globalna wioską. Chcemy docierać do najbardziej oddalonych miejsc. Niektórzy z nas wybiorą samolot jako szybki i dostępny prawie dla każdego środek transportu.  Kupujemy bilety w tanich liniach, w promocyjnych cenach, jesteśmy zalogowani na kontach popularnych linii i czekamy na ciekawe oferty.

Zabieramy ze sobą dziecko i z tyłu głowy pojawia się pytanie: Jak przetrwać taką wyprawę, kiedy wiadomo, że dziecka nie da się utrzymać w bezruchu przez parę godzin. To, że zabieramy ze sobą dzieci w podróż, nikogo nie dziwi. To, że rodzicielstwo i w ogóle prokreacja nie mogą nas w niczym ograniczyć jest oczywistością.

Biznes lotniczy otworzył się na potrzeby konsumenta dość dawno. Są procedury podróży z małymi i większymi dziećmi i są one bardzo przyjazne. Można je znaleźć na stronach poszczególnych linii.

Lot samolotem z dzieckiem to dla rodzica nie lada wyzwanie. Codzienność nie jest łatwa, a cóż dopiero daleka podróż. Małe dziecko potrzebuje stabilności otoczenia, by czuć się bezpiecznie. Podróż sama w sobie stanowi zachwianie tej stabilności. Jak więc zapewnić naszemu maluchowi możliwie największe poczucie emocjonalnego komfortu?

Największe poczucie stabilizacji środowiska i wynikające z tego poczucie bezpieczeństwa, w szczególności małemu dziecku, daje mama. Piszę to, bo stanowi to prawdę, znaną od początków ludzkości. Nie zapominam o ogromnie ważnej roli ojca w budowaniu poczucia bezpieczeństwa swoich bliskich. Dobry kontakt z ojcem redukuje u dziecka poczucie zagrożenia w każdej życiowej sytuacji, również podczas wielkiej podróży. Niektórzy dorośli przejawiają silny lęk przed lataniem. Istnieje ryzyko „sprzedania” tej fobii dziecku, należy mieć tego świadomość. Mocno stresującą sytuacją jest odczuwanie zatkanych uszu, które pojawia się podczas startu, lub lądowania. Ciśnienie powietrza podczas zmian wysokości i nagromadzone płyny w uchu środkowym powodują zablokowanie trąbki Eustachiusza. Pojawia się ból, uczucie przyblokowania i gorsze słyszenie. Niemowlęta najlepiej przystawić do piersi. Starsze dzieci należny uprzedzić o przykrościach, które mogą się pojawić i zaproponować na ten czas zabawę w ziewanie, lub dać gumę do żucia. Wniosek jest taki: pozytywna obecność mamy i taty, to początek frajdy z latania.

Dobrze przygotowany ekwipaż, to kolejny warunek, aby podroż przebiegała przyjemnie. Zabieramy ze sobą rzeczy, które faktycznie są nam potrzebne na pokładzie. Nie obciążajmy się niepotrzebnymi gadżetami, to męczy wszystkich. Zabraknąć nie może: starej zabawki, nowej zabawki, kocyka lub poduszeczki, ubranek na zmianę, picia i jedzenia, które dziecko lubi. Wszystkie rzeczy dziecka powinny być jego ulubione i znane. W ten sposób przenosimy odrobinę jego świata w nową sytuację. Wspomniałam wyżej o nowej zabawce. Przydać się może do zaspokojenia potrzeby nieustającej eksploracji otoczenia, którą przejawia każde dziecko. Samolot niezbyt sprzyja poznawaniu nowych przestrzeni. Nowa książeczka, przytulanka, lub gra, dostosowane do wieku, będą stanowiły atrakcję. Książeczka najlepiej niech będzie miękka, przytulanka mała, a gra zdecydowanie niezbyt głośna. Nie polecam całego arsenału zabawek. Zachęcam do wymyślania nowych zabaw. Pusty, plastikowy lub papierowy kubek po napoju, takim serwowanym na pokładzie, z wrzuconymi do środka mieszadełkami i zamknięty szczelnie przykrywką, dla niemowlaka będzie nową grzechotką, a dla starszaka, nowym instrumentem muzycznym. Wszystkie takie nowatorskie zabawy muszą odbywać się jednak pod czujnym okiem rodzica. Zabawy paluszkami-liczenie, gimnastykowanie, mierzenie, gra w kukiełki, to ćwiczenia manipulacyjne wzięte z terapii ręki i świetna zabawa. Masaże dłoni, ugniatanie lub uciskanie, rozciąganie i kompresja stawów w obrębie kończyny górnej, pomagają obniżyć napięcie u emocjonalne pobudzonych dzieci. Troszkę starszym można zaproponować zabawę w fantazje. Z czym Ci się kojarzą te chmury, co z nich się wyłoni, czy z tego może być jakaś opowieść? Na tak zadane pytania, dzieciaki dają się wciągać w świat fantazji. Jest to świetny trening myślenia abstrakcyjnego.

Dajemy sobie w ten sposób cudowny czas budowania dobrej relacji z dzieckiem. Wszystkie sposoby niwelowania niewygód lotu, mogą być jednocześnie doskonałą okazją do pożytecznych treningów rozwojowych dla naszych pociech. Wykreowanie przestrzeni do naturalnych aktywności dziecka, przy użyciu minimum narzędzi, staje się dobrą zabawą i okazją do świadomego wspierania rozwoju dziecka. Rodzicom daje wiele satysfakcji i lot odbyty bez zbędnych stresów. Życzę wspaniałych podróży w tym sezonie.

Źródło:

  • Klaudia Piotrowska Madej, Agnieszka Żychowicz, Smart Hand Model, Gdańsk 2017
  • Maria Borkowska, Kinga Wagh, Integracja sensoryczna na co dzień, Warszawa 2010
  • Maria Żebrowska, Psychologia rozwojowa dzieci i młodzieży, Warszawa 1986

Wakacyjny wypad na wieś, to same korzyści dla rozwoju dziecka.

Pamiętam, jak moje dzieci były jeszcze bardzo małe, kilka razy w roku mieliśmy okazję odwiedzać rodzinę na wsi.

Po kilku takich wypadach zorientowałam się, że u moich dzieci następuje skok rozwojowy. Lepiej mówią, poszerza im się słownik bierny i czynny, są bardziej kreatywne w zabawie, sprawniejsze ruchowo, stają się bardziej socjalne. Zaczęłam kojarzyć, że przyczyną tych zmian musi być pobyt na wsi. Przećwiczyłam to przynajmniej na czterech przypadkach, a kilka innych obserwowałam z bliska. Czas spędzony na wsi, to czas intensywnej stymulacji rozwoju dziecka. Im wieś bardziej oddalona od cywilizacji i taka w bardziej starym stylu, tym lepsze efekty.

Dzieci mają możliwość doświadczyć takich zapachów, odgłosów i kolorów natury, o które trudno w mieście. Dla niemowląt jest to całkiem niemała porcja stymulacji sensorycznej. Starsze dzieciaki, takie które samodzielnie eksplorują środowisko, mają ogromną, naturalną i ekologiczną przestrzeń do doznawania świata.  Poza doznaniami, o których pisałam wcześniej, mogą dotykać takich faktur przedmiotów, których nie znajdą nawet na najlepszych placach zabaw. Wyobraźmy sobie wrażania malucha, który dotyka suchej ziemi, mokrej ziemi, błota, kamieni, cegieł, innych materiałów budowlanych, które często można spotkać na wiejskim podwórku. Wyobraźmy sobie: deski, korę, patyki, trociny, polana w wersji suchej albo mokrej, nagrzane od słońca lub wilgotne i omszałe w cieniu. To jest ogromne bogactwo wrażeń dotykowych. Dotyk jest zmysłem, który rozwija się już w życiu płodowym i ma zasadnicze znaczenie dla rozwoju dziecka. Dotyk i ruch są pierwszymi i dlatego tak ważnymi kanałami poznawania świata.

Stopy, poza rękami i głową, są najbardziej wrażliwymi sensorycznie częściami ciała człowieka. Ciągłe noszenie skarpet i butów uniemożliwia różnicowanie właściwości podłoża i sprzyja powstawaniu nadwrażliwości dotykowej.

Bieganie boso na łonie natury i doświadczanie różnorodności podłoża, które możemy spotkać na terenie wiejskim jest świetną okazją do naturalnego budowania prawidłowej integracji sensorycznej.

Na wsi ruch dzieje się spontanicznie: bieganie podskoki, przeskoki, wspinanie się, kołysanie się itd. Ilość przeszkód, niecodziennych konstrukcji wprost zachęca do odkrywania i poznawania tych przestrzeni. Takie aktywności są okazją do dostymulowania układu przedsionkowego i proprioceptywnego. Są to pojęcia z zakresu terapii SI. W przyszłości napiszę o nich, przybliżając to zagadnienie.

Pobyt na farmie, poza korzyściami sensorycznymi, to wspaniała, zrealizowana w naturalnych warunkach lekcja botaniki i zoologii. Prawa przyrody są obserwowane na naturalnym przykładzie. Obserwacja wegetacji roślin odbywa się na żywo. Warzywa, owoce, zioła, kwiaty, rośliny przemysłowe mogą być poznawane przez doświadczanie i eksperymentowanie. Przyroda nieożywiona jest w zasięgu ręki. W taki sam sposób dziecko poznaje zwierzęta hodowlane. Zdarzyć się może okazja, by obserwować zwierzęta dziko żyjące.

Dla dzieci, które są w fazie myślenia operacyjnego, takie eksperymenty sprawią, że nauka szkolna będzie przebiegać łatwo i efektywnie. W tym okresie rozwojowym myślenie jest powiązane z konkretem i z doświadczeniem. Warunki szkolne nie zawsze mogą zapewnić te konieczne elementy do rozwoju myślenia i przyswajania nowej wiedzy. Pobyt na wsi daje bazę do nauki z podręczników w szkole.

Kontakt ze zwierzętami gospodarskimi to animaloterapia w naturalnych i spontanicznych okolicznościach.

Spędzając wakacje na wsi dzieci uspołeczniają się. Obserwują innych przy pracy. Poznają nowe osoby i całe bogactwo ich indywidualności, które wynika ze specyfiki życia w rejonach rolniczych. Uczą się komunikacji, współpracy i szacunku do ludzi oraz pracy.

Świadomość celów wychowawczych i edukacyjnych rodziców to warunek, żeby w pełni wykorzystać wakacyjny wyjazd. Obecność rodzica przy dziecku podczas pobytu na wsi, to nie tylko kwestia moderowania procesami poznawczymi, to przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa. Farma nie jest placem zabaw dla dzieci. To przestrzeń, w której jest wiele niebezpiecznych miejsc i sytuacji. Obecność rodzica jest absolutnie konieczna. Określając kolokwialnie, na wsi nie spuszczamy dziecka z oka. Warto podjąć ten wysiłek, bo korzyści dla rozwoju Waszej pociechy, są nie do przecenienia.

Źródło:

  • Marta Baj-Lieder, Agnieszka Borowska-Kociemba, Kręć się, biegaj, baw się z nami, Gdańsk 2016
  • Klaudia Piotrowska Madej, Agnieszka Żychowicz, Smart Hand Model, Gdańsk 2017
  • Jean Ayres, Dziecko, a integracja sensoryczna, Gdańsk 2015
  • Maria Żebrowska, Psychologia rozwojowa dzieci i młodzieży, Warszawa 1986
  • https://www.nhs.uk/start4life

Czyżby potrzeba dziecięcej zabawy pozostawała z nami na zawsze?

Zabawa, czyli ogół czynności, które wykonuje się dla przyjemności i wywołania zadowolenia, to domena dzieci, ale również i dorosłych. Człowiek to prawdopodobnie jedyny gatunek na Ziemi, który potrzebę zabawy zachowuje do końca życia. Bawicie się ze swoimi dziećmi. To jest wspaniały czas dla nich. Budujecie wzajemną relację, uczycie je nowych umiejętności. Wasze pociechy bardzo to lubią. Bądźmy szczerzy, my dorośli też lubimy przenieść się do świata dziecięcej zabawy. Na chwilę zapominamy o trudach dnia powszedniego, relaksujemy się, czasem przełamujemy swoją „zesztywniałą” dorosłość i na parę chwil uszczęśliwiamy swoje wewnętrzne dziecko. Bawiąc się ze swoją pociechą, sami czerpiemy z tego wiele korzyści emocjonalnych.

Która zabawa daje Wam szczerą dziecięcą radość?  Nie ma co się wstydzić.

Klocki?

Tory samochodowe?

Projektowanie strojów dla lalek?

Szaleństwo w aquaparku?

Znam poważnych dorosłych, którzy za najlepszy gatunek filmowy uznają kreskówki. Tylko przy nich autentycznie odprężają się, odpoczywają, zapominają o troskach i co ważne, czerpią z nich naukę i mądrość życiową.

Jeśli chcecie poznać bezcenną, terapeutyczną wartość zabawy, zapraszam na moje szkolenia. Będzie okazja doświadczyć wielu aktywności rekomendowanych dzieciom. Część warsztatowa podczas szkoleń przyjmowana jest początkowo z dozą niepewności. Po kilku chwilach wszyscy uczestnicy z zaangażowaniem realizują zadania, odczuwając przyjemność i satysfakcję.

Każde zadanie warsztatowe, będzie dla was ekscytującym relaksem i nabierzecie przekonania i energii, żeby tak bawić się ze swoimi dziećmi. Świadome wspieranie rozwoju małego dziecka może być radosną i twórczą przygodą rodziców!

Jestem przekonana, że te pozytywne doświadczenia będziecie chcieli powtórzyć i przeżyć je wspólnie ze swoim dzieckiem w domu. Tak właśnie realizuje się jeden z moich głównych celów szkolenia: podniesienie umiejętności aktywnego udziału w procesie stymulacji rozwoju dziecka oraz czerpanie radości satysfakcji z tego procesu przez rodziców.